Skoro tu trafiłeś, to pewnie szukasz kogoś, kto okiełzna Twój żywopłot albo doprowadzi do porządku zarośnięte drzewka. Nie mam wielkiej korporacji ani ludzi od marketingu – jestem po prostu rzemieślnikiem, który pracuje na własny rachunek i sygnuje tę robotę swoim imieniem.
Z natury jestem gościem, który lubi, jak rzeczy są zrobione porządnie. Czasem potrafię sam siebie bardziej skrytykować niż klient, który stoi obok. Zdarza mi się, że praca jest już skończona, właściciel ogrodu uśmiechnięty wyciąga portfel, a ja kątem oka widzę jedną wystającą gałązkę na samej górze. I nie odpuszczę – przetargam drabinę z powrotem przez cały ogród, żeby to jedno miejsce dociąć. Lubię czysty efekt i proste linie.
Przez prawie 10 lat mieszkałem i pracowałem w Szwecji. Tam uczyłem się zawodu w miejscowych ogrodach. Szwedzi mają ogromnego bzika na punkcie idealnego porządku wokół domów, co nauczyło mnie sporej dyscypliny.
Właściwie to dzięki tamtejszym klientom uwierzyłem, że mam do tego fach w ręku. Dla mnie dokładność była czymś normalnym, ale oni widzieli w tym coś więcej. Przez ponad cztery lata opiekowałem się ogrodem starszego, niesamowicie wymagającego Szweda. Przez cały pierwszy dzień stał nade mną i patrzył mi na ręce – sprawdzał każdy ruch. Kiedy zobaczył, że traktuję jego rośliny z szacunkiem, odpuścił i dał mi pełną swobodę. Dopiero po dwóch latach jego żona zdradziła mi, że byłem pierwszą osobą, która utrzymała się u nich tak długo, bo wcześniejsze firmy ogrodnicze potrafił pogonić z ogrodu po paru godzinach.
W Szwecji pracowałem też dużo z kamieniem, na przykład przy docinaniu tarasów z granitu. Kiedyś od szefa starej, lokalnej firmy usłyszałem, że choć współpracuje z firmami robiącymi milionowe obroty, to rzadko spotyka kogoś z takim wyczuciem materiału. Sam nigdy tak o sobie nie myślałem, ale takie sytuacje po prostu dały mi wiarę, że moje rzemiosło obroni się samo, nawet w starciu z większą konkurencją.
Do Polski zjechałem dla rodziny. Mam żonę i 7-letniego syna – to oni byli głównym powodem powrotu. Nie chciałem po powrocie iść do kogoś na etat, wolałem zacząć pracować dla siebie i robić to, na czym naprawdę się znam.
To mój pierwszy rok na polskim rynku i mówię jak jest: bywa ciężko, dopiero się rozkręcam i buduję bazę klientów od zera. Nie mam za sobą wielkiego budżetu reklamowego. Mam za to swoje ręce, czysty, ostry sprzęt i 10 lat konkretnej praktyki za granicą.
Zawsze szukam porozumienia. Ty mówisz, czego oczekujesz, a ja podpowiadam, jak to zrobić, żeby żywopłot czy drzewo na tym nie ucierpiały. Nie narzucam niczego na siłę.
Mam jednak swoje granice – jeśli poprosisz mnie o ścięcie tui tak głęboko, że zostaną w niej brzydkie, brązowe dziury, odmówię. Nie sztuką jest zostawić u klienta katastrofę, pod którą wstydziłbym się podpisać. Dbam o higienę pracy: przed każdym cięciem odkażam sprzęt alkoholem izopropylowym, nie tnę w pełnym słońcu ani w deszczu i zawsze sprzątam po sobie ogród.
Jeśli szukasz zwyczajnego, rzetelnego faceta, który przyjedzie, uczciwie wyceni robotę i po prostu dobrze przytnie Twoje rośliny – odezwij się do mnie. Poznajmy się na Twoim ogrodzie. 🙂