Każdej wiosny i jesieni na ogrodowych forach internetowych wybucha ta sama panika. Właściciele działek rozchylają zielone gałęzie swoich tui, zaglądają do środka, a tam... absolutny dramat. Wszystko jest suche, brązowe i wygląda, jakby żywopłot właśnie umierał. Pierwsza myśl? „Grzyb! Trzeba szybko jechać do marketu po najdroższe opryski i ratować drzewka chemią!”.
Jako praktyk, który na co dzień tnie kilometry żywopłotów, powiem Wam krótko: zatrzymajcie się i schowajcie portfele. W większości przypadków Waszym tujom nic nie dolega.
Martwica w środku korony to dla tui (żywotników) coś zupełnie normalnego. To czysta biologia. Tuje potrafią niesamowicie mocno się zagęszczać. Efekt jest taki, że do wnętrza krzewu, blisko pnia, praktycznie w ogóle nie dociera światło słoneczne.
A skoro nie ma światła, roślina nie może tam prowadzić fotosyntezy. Natura jest praktyczna – tuja uznaje te wewnętrzne igły za bezużyteczne, odcina od nich soki, a one po prostu usychają. Jeśli Wasz żywopłot na zewnątrz jest ładny, zielony i gęsty, to brązowym środkiem w ogóle nie musicie się przejmować. To naturalna kolej rzeczy.
Choć to naturalny proces, to same tuje mają jedną wadę: to są straszne „śmieciarze”. W przeciwieństwie do sosen czy modrzewi, tuja nie zrzuca tych suchych, martwych igieł na ziemię. One wszystkie zostają uwięzione w środku, między gęstymi gałęziami.
Jeśli zostawicie ten suchy syf na lata, stworzycie idealne warunki dla prawdziwych chorób grzybowych (bo w środku zacznie zbierać się wilgoć i braknie przewiewu). Dlatego ten susz trzeba regularnie usuwać.
Profesjonalne firmy ogrodnicze używają do tego mocnych dmuchaw do liści, którymi po prostu wydmuchują ten cały susz na ziemię. Nie każdy jednak ma taki sprzęt w garażu (poza tym wydmuchanie tego syfu prosto na idealny trawnik sąsiada to gotowa awantura).
Można to jednak zrobić całkowicie ręcznie w wolny weekend. Oto jak zrobić to sprawnie i bezpiecznie:
Zanim włożysz ręce w żywopłot, załóż długie rękawy albo specjalne karwasze/rękawy ochronne. Nawet jeśli pracujesz w środku lata i jest gorąco, nie rób tego w t-shircie. Tuje z pozoru są miękkie, ale potrafią potwornie „wyharatać” i podrapać przedramiona. Wieczorem pod prysznicem poczujesz, jak cała skóra piecze.
Tuje są niesamowicie elastycznymi i gibkimi roślinami w ciągu całego roku. Nie bój się ich. Złap za gałęzie, odginaj je śmiało i energicznie nimi „wytelep”. Zobaczysz, że większość starego, suchego igliwia sama zacznie sypać się na ziemię.
Te igły, które utknęły wyżej, po prostu wygarnij rękami w grubych rękawicach od pnia na zewnątrz. Rób to oczywiście z podstawowym wyczuciem, żeby nie połamać grubych pędów, ale pamiętaj – tuja zniesie naprawdę spore odgięcia, więc bez problemu dostaniesz się do samego środka.
Zanim wydasz kilkaset złotych na chemię przeciwko chorobom, których Twoje drzewka nie mają, poświęć im jedno popołudnie. Załóż długi rękaw, rozchyl gałęzie i porządnie wyczyść swoje tuje z nagromadzonego przez lata suszu. Zrobisz im przewiew, dostarczysz powietrza i odetchną z ulgą na kolejne miesiące!